Złodzieje snów, poznajmy Śniącego


     Drugi tom The Raven Cycle nie zachwycił mnie równie mocno, jak pierwszy. Co nie znaczy, że mi się nie podobał. Mam w nim kilka swoich ulubionych fragmentów.
    Część ta skupia się bardziej na chłopcach z Aglionby, przede wszystkim na Ronanie. I tu może być pies pogrzebany - najmniej go lubię, chociaż zaimponował mi pod koniec książki. Zresztą tak jak Adam, który dzięki temu zrehabilitował się i wyszedł z grupki postaci, które w pewien sposób mnie zawiodły, zdenerwowały czy zirytowały. Co nie zmienia faktu, że nie poczuję już do niego tego, co przez większość Króla Kruków. 
    Autorcę musze przyznać jedno - potrafi pisać tak, że czytelnik zatraca się w wykreowanym przez nią świecie, nie chce odkładac ksiażki i wracać do szarej rzeczywistości.
    W Złodziejach Snów dowiadujemy się nowych faktów o Cabeswater, o Śniących, a także o samym Ronanie. W tej części inaczej na niego spojrzałam, wręcz zaczęłam mu współczuć. Przez jego związek z mitycznym lasem musiał stawić czoła kilku problemom. Zaczynając od Koszmarów, przechodząć poprzez Kavinsky'iego, kończąć na Szarym Mężczyźnie, którego tak na dobrą sprawę poznał dość późno. Ale skupmy się na tym ostatnim, muszę o nim powiedzieć kilka słów. Pierwszą i naprawdę istotną sprawą jest fakt, iż Pan Szary zarabia na życie poprzez wykonywanie zleceń, nazywając rzeczy po imieniu - trudnił się zabójstwami na zlecenie. W trakcie akcji w książce wypełniał swoje obowiązki. Dlatego przez cały czas miałam pewien dylemat. Intrygowała mnie jego postać, chciałam mu zaufać, ale nie mogłam. Z drugiej strony zaś on i Maura wywoływali we mnie szczery uśmiech.
    Z kolei z Kavinsky'im nie miałam problemu. Poprostu gościa nie lubiłam, i tyle w temacie. Najchętniej to bym się go pozbyła już na samym początku. Ronan bywa dość wulgarny, potrafi postąpić w mało właściwy sposób, ale z drugiej strony nigdy nie chciał źle dla swoich przyjaciół. A Kavinsky? Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że był zepsuty, zły do szpiku kości. 
    Co sądzę o książce jako o całości? Akcja z początku wolno się rozwijała, nie potrafiła mnie zaangażować w 100%. Jednak im dalej, tym tempo się zwiększało, a ja zapominałam o Bożym świecie. Pozwoliła mi spojrzeć na Kruczych Chłopców z trochę innej strony. Każdy z nich musi mierzyć się z własnymi demonami. Chociaż może się zdawać, że jeden z nich ma idealne życie, co jest powodem niechcianej zazdrości u innych. Zauważyłam też, że zgrana paczka, posiadająca pewne problemy od samego początku, teraz zaczyna odczuwać ich skutki. 
    Pojawia się również wątek romantyczny, który całkiem zmiótł w niepamięć mój wcześniejszy ship. Za duży plus uważam fakt, iż nie jestem w stanie domyślić się zakończenia tego wątku. Chociaż znając wszystkie te wróżby, fakty z wcześniejszego tomu, poważnie się martwię o tę dwójkę. 
    Złodzieje Snów przeze mnie zostali ocenieni na 4 gwiazdki z 5. Czy polecam? Oczywiście. Zwłaszcza, ze czytam teraz kolejny tom i wiem, że żałowałabym, gdybym porzuciła historię Ganseya, Adama, Noaha, Ronana i Blue na tym etapie. Z każda kolejną stroną czuję się z nimi wszystkimi coraz bardziej związana. Wady, które oczywiście każdy ma, powodują, że sa bardziej realni. Naprawdę nie ma tam nikogo idealnego od a do z. Każdy potrafi zirytować, doprowadzić do stanu, że chce się nimi potrząsnać i powiedzieć, żeby się opamiętali. I moja sympatia do nich 
jest tak duża właśnie dlatego. 

Komentarze

  1. " I moja sympatia do nich jest tak duża właśnie dlatego. " tak jak moja sympatia do tej recenzji ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz