To w porządku nie czuć się okay


     W sierpniu tego roku na polskim Netflixie odbyła się premiera koreńskiej dramy "It's okay to not be okay", która zyskała duże poparcie widzów w Korei. Nie mam pojęcia, jaki odbiór był w naszym kraju, ale mi osobiście bardzo przypadła do gustu. Nie ukrywajmy, to taka moja wisieńka na torcie 2020.
    Sama historia skupia się na trójce bohaterów, których wiąże wspólna przeszłość. Nietypowa miłość zaplątana w niezwykłe i trudne do przebycia przeszkody. Ko Moon Yeong jest znaną, antyspołeczną autorką niecodziennych książek dla dzieci. Przez swoje problemy na tle psychicznym ma trudności z odpowiednim zachowaniem wśród ludzi, łatwo traci nad sobą panowanie i nie zważa na to czego pragną inni, raczej skupia się na sobie.
Moon Gang Tae natomiast to zamknięty w sobie pracownik szpitala, który co roku wyprowadza się waz ze swoim autystycznym starszym bratem Sang Tae, cągnąc za sobą naprawdę lojalnego przyjaciela. 
Cała trójka wpada na siebie w dniu, gdy Moon Yeong prowadziła spotkanie autorskie. Kobieta prawie na samym początku pokazała swój charakterek. Ale ich losy splotły się 
o wiele mocniej, gdy wszyscy przenieśli się do rodzinnego miasteczka. Nie powiem dlaczego znana pisarka, mająca własny apartament w Seoulu, nagle rzuciła wszystko 
i wyjechała, zmuszając do tego swojego wydawcę oraz jedną z jego pracownic. 
Tym samym trójka głównych bohterów kończy jako członek zespołu w szpitalu psychiatrycznym OK, gdzie będzie musiała się zmierzyć z własnymi demonami 
z przeszłości, własnymi  traumami. 
    Muszę zaznaczyć, że nie jest to łatwa drama na jeden wieczór. Wraz z przyjaciółką oglądałyśmy odcinek, może dwa na tydzień i chociaż nie raz miałyśmy ochotę pozwolić na automatyczne włączenie się kolejnego, nie pozwalałyśmy sobie na to. Historia momentami naprawdę zabawna, poruszała trudne tematy chorób psychicznych, przez ukaznie tego, co przeżywali pacjenci szpitala. Główny wątek jednak kręcił się na Moon Yeong oraz jej trudnym dzieciństwie, na lęku do motyli Sang Tae, spowodowany traumatycznym przeżycem z jego nastoletnich lat, a także na Gang Tae, który zajmował się starszym bratem, a jednocześnie coraz bardziej angażował się w relację z pisarką, która wcale nie ułatwiała mu życia. Z początku nic nie wskazywało na to, że mogliby się zaprzyjaźnić, co najwyżej upór bohaterki.
    Oczywiście nie przeżywamy załamania nerwowego i nie martwimy się przez całe 
16 odcinków. Drama ukazuje też wątek przyjaźni, czy to w relacji między braćmi, czy Gang Tae z Jo Jae Soo, czy też Pana Lee z Moon Yeong - ta jest najmniej oczywista. 

W tym miejscu chciałabym wypowiedzieć się o Lee Sang In, czyli wcześniej wspomnianym wydawcy. Jest to jedna z moich ulubionych postaci. Mężczyzna często dawał łapówki ważnym osobistościom, którym podpadła Moon Yeong, tym samym zakopując aferę pod dywan. Wydawał się być głównie nakierowany na zysk. Ale tak naprawdę był osobą, która wiedziała o tym, że coś wydarzyło się w dziecińswie bohaterki, że antyspołeczna pisarka walczy z czymś o czym on nie ma pojęcia. Nieraz pokazał, że martwi się o nią, mimo iż przed nią samą na głos tego nie powie. Sam w sobie jest ... poprostu uroczy. Pewny siebie, ale jeśli chodzi o miłostki to lekko nieporadny. Nieraz pokazał, że zasłużył na wszystkie dobre słowa.
Jest wiele postaci, o których mogłabym wiele dobrze powiedzieć - mama Juri, przyjaciółki Gang Tae, dyrektor psychiatryka, jego pacjenci ( większość), ale, żeby ich poznać polecam obejrzenie tego serialu.
    Przechodząc do gry aktorskiej. Tak naprawdę przez chwilę miałam problem z Gang Tae, ale po niedługim czasie stwierdziłam, że aktor dobrze przekazał charakter jego bohatera, jego problemy i rozterki.
Muzyka. Official Soundtrack to miód dla moich uszu. Klimatyczny, dopasowany do dramy. Mam już nawet kilka utworów zapisanych i na pewno będę do nich wracać, mimo skończenia serialu. Ale w tym temacie mogę nie być odpowiednim doradcą, ja naprawdę lubię słuchać ostów. Zdarza się, że znam piosenkę, zanim w ogóle oberzałam dramę, do której została stworzona ...
    Ale podsumowując - naprawdę polecam. Można się na niej pośmiać, popłakać, nieraz zirytować, a także od czasu do czasu zauroczyć. Już wcześniej wsponiałam, że jest to drama, która wylądowała na liście ulubionych i długo o niej nie zapomnę. Wczoraj, po skończeniu miałam problem ze skupieniem się na innych zajęciach, bo myśli mi uciekały do zakończenia. Chciałabym się o nim wypowiedzieć, bo jest to jedna z lepszych części historii, ale nie chcę odbierać przyjemności z oglądania. Ja miałam naprawdę spory emocjonalny roller - coaster w trakcie, a znając zakończenie to już nie da się tak bardzo wczuć, wszystko może stać się przewidywalne.

Miłego dnia/wieczoru Wam życzę! 

***
Link do plakatu: 
https://pin.it/4wxvTJg

Komentarze